Jeden gniewny człowiek: recenzja Wrath of Man (2021)

Jeden gniewny człowiek: recenzja (Wrath of Man) – czy warto obejrzeć nowy film Guya Ritchiego? W kinach debiutuje najnowszy film sensacyjny,  w którym w roli głównej wystąpił ponownie Jason Statham. Zobacz naszą recenzję i sprawdź czy warto wybrać się do kina.

Jeden gniewny człowiek (Wrath of Man) w końcu trafił na ekrany kin. Konkurencję ma ogromną, bowiem na dużym ekranie w końcu możemy oglądać inne hollywoodzkie hity, jak Godzila vs. Kong czy Mortal Kombat. Jednak Guy Ritchie udowadnia, że na filmach akcji zna się doskonale.

Jeden gniewny człowiek: recenzja (Wrath of Man): zwiastuny

Z pierwszego zwiastuna filmu dowiadujemy się, że niejaki H. (w filmie postać grana przez Jasona Stathama nazywa się Patrick Hill) zatrudnia się w firmie przewożącej furgonetkami pieniądze. Nie wiemy, dlaczego zależy mu akurat na tej pracy. Jednak szybko wychodzi na jaw, że H. z pewnością skrywa jakiś sekret. Poznając otoczenie i najbliższych współpracowników, razem z H. czekamy na pierwszy patrol i na wyjaśnienie zagadki.

Szkoda, że przed premierą w kinach pojawił się kolejny zwiastun, który odkrywa główny motyw działania Hilla:

 

Jeden gniewny człowiek: recenzja Co najbardziej podobało nami się we Wrath of Man?

Jeden gniewny człowiek: recenzja
Wrath of Man / fot. YouTube

Guy Ritchie wie, jak pompować napięcie, a budowanie kolejnych scen akcji przy akompaniamencie świetnej ścieżki dźwiękowej udało się znakomicie. Ciekawym zabiegiem jest także pokazanie z różnej perspektywy tych samych zdarzeń. Dzięki temu możemy prześledzić motywy działania H., bo więcej dowiadujemy się o jego przeszłości właśnie z perspektywy innych bohaterów, m.in. przywódcy gangu – świetna rola Jeffreya Donovana (serial Burn Notice). Sam motyw działania Jacksona i jego wiernych kompanów z armii jest zrozumiały dla widzów, a niektórzy zapewne będą mu kibicować.

Przede wszystkim ukazanie tego czym zajmował się “wcześniej” Patrick Hill zostało wplątane w całą historię bardzo naturalnie. Chociaż i tak od samego początku filmu można podejrzewać, że Hillem kieruje po prostu zemsta. Ale na kim i za co? Na te pytania odpowiada dalsza część filmu (albo niestety finalny trailer produkcji).

Jeden gniewny człowiek: recenzja – co jeszcze?

We Wrath of Man tak naprawdę najważniejszą postacią jest H. oraz Bullet (Holt McCallany). Te drugi odpowiedzialny jest za wdrożenie H. w nowej pracy. Reszta bohaterów (wspomniany Donovan) tak naprawdę pojawia się w drugiej połowie filmu (ok, jeszcze na początku filmu, ale ten jest zamaskowany i w zasadzie nie wiadomo, że to on). Inaczej jest z Joshem Hartnettem, który w czołówce wymieniony jest dość wysoko, a tak naprawdę odgrywa tylko małą rolę w całym widowisku Guya, podobnie, jak reszta współpracowników H.

Znakomicie wygląda rozplanowanie (rozpoznanie) całej akcji przez obie ekipy, które finalnie chcą tego samego – dorwać się do kasy z furgonetek. Jednak twórca filmu udowadnia, że nawet najbardziej zaplanowany w najdrobniejszych szczegółach plan może runąć, kiedy jednym z przestępców jest nieco “narwany”.

Małe spoilery niepsujące oglądania filmu

Film ogląda się znakomicie, bowiem Statham niejednokrotnie udowodnił, że grywa głównie w dobrych filmach akcji. Tutaj z pewnością akcji nie brakuje. W zasadzie już w pierwszych minutach jesteśmy świadkami napadu na konwój przewożący pieniądze. Dość szybko przechodzimy do sceny, w której H. (już po przygotowaniu do pracy) wyrusza na swój pierwszy niebezpieczny kurs.

Bohaterowie wciąż zwracają uwagę na to, jak ważny jest protokół podczas pracy (np. informujący jak zachować się w chwili zagrożenia/ napadu).  Jednak po pierwszym napadzie, właściciele firmy nie wyciągają wniosków. Skoro za pierwszym razem przestępcy potrafili wrzucić do środka gaz, by wypłoszyć strażników z auta, to dlaczego zapomniano o tym w dalszej części filmu?

Podczas drugiego napadu, kolejni przestępcy znowu wrzucają do środka wozu pancernego gaz. A przecież już po pierwszym napadzie, można było pomyśleć, by zabezpieczyć strażników przed działaniem gazu, np. wzmocnić furgonetkę, by nie udało się tak łatwo po prostu wrzucić gazu.

W pewnym momencie H. zostaje ciężko ranny – dostaje całą serię z karabinu maszynowego. Oczywiście bohater ma na sobie kamizelkę kuloodporną, ale poniesione w wyniku także walki wręcz rany sugerują (H. po ostrzale leży na ziemi i nie może się ruszyć), że to koniec. Tymczasem kilka chwil później, H. (jakby za pomocą cudownego eliksiru), jest cały i zdrowy (nie licząc zadrapań), by wymierzyć ostateczną sprawiedliwość.

No, ok może jeszcze za łatwo idzie się domyślić, kto jest inside manem w całym filmie. W zasadzie mamy do wyboru Boya Sweat Dave’a, Bulleta czy koleżankę H., Danę. A co, gdyby H. nie poszedł na ugodę, kiedy dowiaduje się, kto współpracuje z bandytami? Przecież wtedy rekonesans trwający 8 tygodni poszedłby na marne. To było dość ryzykowne, bo gdyby H. zareagował inaczej, z napadu stulecia nie zostałoby nic.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *